Mam w sobie ducha wojownika


Ksiądz Krzysztof Faron | foto Gazeta Ząbkowicka

wywiady Podnosi ciężary, założył siłownię, zdobywa medale. Jednak przede wszystkim jest wikarym w parafii św. Jadwigi w Ząbkowicach Śl. Z księdzem Krzysztofem Faronem o jego pasji i powołaniu rozmawia Karolina Golak

Karolina Golak

Opublikowano: 3 kwietnia 2020 10:33 | Aktualizacja: 3 kwietnia 2020 10:33

Czy zawsze interesował się ksiądz sportem. Był ksiądz aktywnym dzieckiem?

- Już od pierwszej klasy szkoły podstawowej byłem zafascynowany światem sportu. Sam próbowałem, na ile ówczesna wiedza pozwalała, jakieś domowej gimnastyki, potem biegania, gry w piłkę nożną, a od 17. roku życia do dziś ćwiczenia na siłowni. Mam w sobie „ducha wojownika”. Sport wpisany jest w moją historię życia i dużo mnie nauczył i dalej uczy.


Podnosi ksiądz ciężary. To ulubiona dyscyplina sportowa księdza?

- Tak, to moja ulubiona dyscyplina sportowa, dokładnie powerlifting, na który składają się 3 ćwiczenia: przysiad ze sztangą na plecach, wyciskanie na klatkę leżąc oraz martwy ciąg. Kocham dźwigać olbrzymie ciężary i dlatego się w tym odnajduję. Najtrudniejszym przeciwnikiem jestem ja sam, którego muszę ciągle pokonywać, bo nie zawsze jest łatwo, prosto i przyjemnie. Ale kocham takie zmaganie się ze sobą, ze swoimi słabościami, lękami...


Jakie sukcesy sportowe ma ksiądz na swoim koncie?

- Pomimo tego, że ćwiczę na siłowni od 17. roku życia, to dopiero trenowanie konkretnie pod dyscyplinę sportową jaką jest powerlifting, zająłem się 4 lata temu. Co innego jest ćwiczyć na siłowni dla zdrowia, wyglądu, itp. A co innego pod właściwy sport. Od ponad roku natomiast zacząłem startować w zawodach. Osiągnięcia na dziś: srebrny medal w Pucharze Polski 2017, brązowy medal na Mistrzostwach Polski 2017, srebrny medal w Pucharze Europy, 3-krotny rekordzista i obecny rekordzista Polski w martwym ciągu z wynikiem 280 kg.


Kiedy poczuł ksiądz powołanie i postanowił, że pójdzie do seminarium?

- Było to w 5 klasie szkoły podstawowej. Pamiętam to jak dziś. Wielu się pyta, jak to jest z powołaniem? Bóg powołuje, czyli wybiera także do bycia lekarzem, mechanikiem, policjantem itd. Przychodzi takie pragnienie w sercu, żeby być tą konkretną osobą i potem jest czas, żeby nieustannie sprawdzać, czy to ta droga. Ja od tamtego momentu coraz więcej czasu Bogu poświęcałem i dostrzegałem, że to jest ta droga.


Czy zanim taka decyzja zapadła, myślał ksiądz, aby zająć się zawodowo sportem?

- Z tego powodu, że tak szybko przyszło pragnienie, aby zostać księdzem, nigdy o tym nie pomyślałem. Ale przyszło pragnienie – już jako ksiądz – aby wystartować i być dobrą reklamą Pana Boga. Co z tego wyjdzie, przekonamy się, bo to dopiero początek przygody.


Jak na księdza pasję reagują mieszkańcy Ząbkowic Śl., a zwłaszcza parafianie ze św. Jadwigi?

- Ja jakoś specjalnie o mojej pasji im nie mówiłem. Dowiadywali się raczej z prasy i mediów. Są pozytywnie nastawieni do tego i ciągle pytają, kiedy kolejne zawody i ciągle muszę im tłumaczyć, jak chcą mnie dokarmiać, że nie mogę za bardzo, bo muszę mieć odpowiednią wagę do zawodów.


Jak to wyglądało w poprzednich parafiach, w których był ksiądz wikarym?

- W pierwszej parafii w Wałbrzychu na Starym Zdroju założyłem siłownię na plebanii, gdzie mogli z niej korzystać również inni, w tym Romowie. Przez to, że chodzę ciągle w sutannie wielu nie wiedziało, że w ogóle ćwiczę. Natomiast w czasie 1,5-rocznego pobytu w Walimiu, nie było gdzie zrobić siłowni. Wtedy w czasie wolnym zrobiłem wiele kursów z dietetyki i trenowania m.in. Instruktor trójboju siłowego poziom 2 oraz trener personalny, aby samemu z tej wiedzy skorzystać, aby się nieustannie poprawiać oraz żeby z tej wiedzy inni korzystali. Parafianie dzięki temu, że wystartowałem już w zawodach, dowiedzieli się szerzej, że ćwiczę.

Czy młodzi ludzie mają okazję z księdzem poćwiczyć? Jest miejsce, do którego mogą przyjść? Czy zachęca ich ksiądz do aktywności?

- Jezus mówi, że „jest większa radość z dawania niż z brania” (Dz 20,35). Bóg daje nam talenty, aby się z nimi dzielić innymi. Kiedy pod koniec października 2017 r. pojawiłem się w Ząbkowicach jednym z moich celów „na już” było znalezienie miejsca na siłownię, abym mógł sam dalej trenować, ponieważ nie chodzę na komercyjne siłownie (bo nie lubię pokazywać się bez sutanny) oraz żeby innych przez sport przyciągnąć do Boga. Po dwóch miesiącach poszukiwań udało się znaleźć odpowiednie miejsce, czyli miejsce gdzie będzie dostęp do prądu, toalet, będzie miało ponad 100 mkw powierzchni. I z pomocą Bożą udało się! Na ul. Kamienieckiej 35 jest otwarta siłownia dla każdego o każdej porze, kiedy ktoś chce przyjść. Wystarczy do mnie napisać na Facebooku. Sport bardzo wiele mnie nauczył. Dzięki niemu też dbamy o zdrowie, a w zdrowym ciele zdrowy duch. Jestem pasjonatem sportu, więc poprzez słowa i czyny pragnę spotkaną osobę zapalić do sportu, aby chciała czegoś więcej niż tylko „byleby nie było gorzej”.


Czy korzysta ksiądz z okazji ćwicząc z innymi, aby rozmawiać na tematy religijne?

- „Nie mów ludziom o Bogu, kiedy nie pytają, ale żyj tak, by pytać zaczęli” (św. Jan Vianney). Najpierw trzeba się poznać, wyjść od wspólnego tematu, jakim jest sport. A z czasem i tak temat Boga się pojawi.


Co daje księdzu sport?

- Jakąkolwiek decyzję, jaką podejmuję w życiu, podejmuję najpierw ją omadlając, pytając Boga, czy tego chce dla mnie, bo On wie lepiej. Poprzez różne sytuacje, spotkanych ludzi daje mi odpowiedzi. Póki co mam sygnał „z góry”, żebym dalej ćwiczył i startował i z tego się cieszę. Przez tyle lat bycia w sporcie, w dobrych i złych chwilach nauczyłem się pokory, że nie wszystko ode mnie zależy. Nauczyłem się cierpliwości, wytrwałości, pokonywania swoich słabości, radości z tego, co się robi i wdzięczności, że mogę to robić. Bo dziś mogę ćwiczyć, a jutro coś może się wydarzyć, że to będzie koniec.