Gramy z ciężkim przeciwnikiem

Dariusz Stachurski, wiceprezes Zarządu Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej we Wrocławiu i dyrektor Podokręgu Wałbrzych | foto Gazeta Ząbkowicka

sport O OZPN-ie, którego nie ma i zmianach nazw niektórych piłkarskich lig z Dariuszem Stachurskim, wiceprezes Zarządu Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej we Wrocławiu i dyrektorem Podokręgu Wałbrzych, rozmawia Romuald Piela

Piero

Opublikowano: 15 maja 2020 12:23 | Aktualizacja: 17 maja 2020 14:03

To dobrze czy źle, że zniknęły okręgi, w tym wałbrzyski, w którym był Pan prezesem?

Od lipca staramy się, aby kluby nie odczuły zmiany w funkcjonowaniu związku. Myślę, że ocenić zmianę będziemy mogli w perspektywie kolejnego pełnego sezonu, bo ten nas trochę zmienił. Na pewno uchwała zaskoczyła okręgowe związki, ale jak wszędzie trzeba przystosować do nowych warunków i pracować ciągle dla tej samej piłki.

 

Co się stało z siedzibą i majątkiem OZPN-u Wałbrzych?

Na walnym zebraniu 28 lutego tego roku delegaci zdecydowali o likwidacji OZPN i przekazaniu majątku w postaci siedziby na rzecz DZPN. Siedziba dalej pozostaje w rękach klubów, członków DZPN Podokręg Wałbrzych. Takie przekazanie to było najlepsze rozwiązanie, ponieważ OZPN nie miałby pieniędzy na zarządzanie tego typu obiektem (w związku z brakiem wpływów, bo nie prowadzi już rozgrywek). W trakcie walnego wybrano również 3 likwidatorów, którzy będą prowadzili końcowy etap zamykania związku. Ich osoby zostały już zaakceptowane przez KRS, jak również wszystkie uchwały lutowego zebrania członków.

 

Co Pan sądzi o pomyśle zmian w nazewnictwie niektórych lig, np. IV liga znowu stałaby się ligą wojewódzką?

Byłem przeciwnikiem zmian, które wprowadzono wiele lat temu w nazewnictwie rozgrywek, więc teraz wracamy do rzeczy, których zmieniać nie należało.

 

W przyszłym sezonie na Dolnym Śląsku będą dwie, czy trzy grupy ligi wojewódzkiej?

Myślę, że zdecydowanie tylko dwie, ale z poszerzoną ilości drużyn. W związku z sytuacją, jaką przyniosła nam pandemia, nierozegraniem rundy wiosennej. Przyjęcie rozwiązania, w którym mamy awanse bez spadków, zwiększy ilość drużyn. Ale trzy grupy powodowałyby komplikacje np. przy awansach do III ligi. Już dziś jako jeden z niewielu związków wojewódzkich musimy rozgrywać baraż o awans.

 

Od ekstraklasy do A-klasy to aż osiem szczebli. Nie za dużo? Czy PZPN nie powinien odpuścić sobie A- i B-klasowych rozgrywek, które polskiej piłce chyba w żaden sposób nie pomagają? Czy nie lepiej byłoby takie amatorskie rozgrywki przekazać gminnym ośrodkom sportu i rekreacji?

Uważam, że piłka amatorska jest potrzebna PZPN, a PZPN piłce amatorskiej. Zawodnik czy klub grający w B-klasie pod szyldem PZPN czuje się członkiem tej rodziny piłkarskiej. Nie szukałbym tu innych rozwiązań.

 

Z piłkarskiej mapy znikają drużyny A- i B-klasowe. W powiecie kłodzkim w ostatniej dekadzie ubyło kilkanaście zespołów. Takie ekipy jak Tornado Ławica, Tęcza Ścinawka Dolna, czy Huragan Bożków to już wspomnienie. Ile drużyn wycofuje się z rozgrywek w jednym sezonie? Czy DZPN ma takie dane?

Wymienione kluby pożegnały się z rozgrywkami już dawno. Oczywiście każdy sezon przynosi pojedyncze wycofania drużyn seniorskich (Victoria Tuszyn, Odrodzenie Szalejów), ale przynosi również nowe kluby, głównie młodzieżowe rozpoczynające grę w ligach żaka czy orlika. Co sezon w struktury DZPN Podokręg Wałbrzych dochodzi kilka nowych klubów, czy szkółek piłkarskich. I statystycznie tych nowych klubów jest więcej, niż tych wycofanych.

 

W DZPN-ie jest Pan wiceprezesem odpowiedzialnym za kontakty z samorządowcami. Jak ta współpraca układała się przed epidemią, jak jest teraz i jak – Pana zdaniem – będzie po jej zakończeniu?

Przed epidemią wsparcie samorządów było ogromne. W wielu przypadkach to one – samorządy - były jedynymi sponsorami klubów. Mam nadzieje i głęboko w to wierzę, że samorząd nie zostawi piłki samej sobie. Oczywiście mamy świadomość, że samorządy wyjdą "poobijane" po epidemii i budżety na sport mogą się zmniejszyć. Wierzę jednak, że każdy samorządowiec nie będzie żałował wydanych złotówek na sport.

 

Można mówić o tym, że są samorządy pro- i antysportowe?

Nie dzieliłbym tak samorządów. Wydatki na sport są obowiązkiem gmin. To czy samorządy są prosportowe, zależy też w dużym stopniu od aktywności środowiska, klubów i zawodników. Aktywnym nie odmawia się wsparcia. Lepiej pewnie jest tam, gdzie prezydent, burmistrz czy wójt wyszedł z piłki, a mamy takich wielu. Tam uzyskać wsparcie finansowe i infrastrukturalne jest łatwiej. Myślę również, że nie po to wybudowano wiele pięknych obiektów sportowych, w tym boisk, by teraz świeciły pustkami. Na pewno wygramy ten mecz z wyjątkowo ciężkim przeciwnikiem, jakim jest koronawirus i piłka będzie nadal najbardziej popularnym sportem w Polsce, a my cieszyć się będziemy wynikami naszej kadry narodowej, ale też tą piłką w niższych ligach.